Skontaktuj się z nami

Klasa okręgowa

Kl. O: Korzenna wygrała, ale to Kobylanka dyktowała warunki!

 

Kl. O: Korzenna wygrała, ale to Kobylanka dyktowała warunki!

W ostatniej kolejce rundy jesiennej ligi okręgowej nie brakowało spotkań ważnych i ważniejszych. Na pewno pojedynek Korzennej z Kobylanką nie był specjalnie elektryzujący dla społeczności tejże ligi. Nie mniej, to właśnie tam postanowiliśmy się wybrać i przygotować dla was obszerną relację. Już wiemy, że sprawa nie będzie łatwa, bo w tym spotkaniu zdarzyło się mnóstwo wykluczających się wzajemnie czynników, z których najbardziej zaskakujący wydaje się być wynik!

„Jak do tego doszło? Nie wiem!”
Gospodarze, czyli Korzenna, to czerwona latarnia ligi i nawet wygrana z Kobylanką nie pozwoli im spędzić zimy na nieco „fajniejszej” lokacie. Goście to natomiast uznana marka, która co sezon walczy o miejsca w górze tabeli i w spotkaniu z Korzenną było to widać i chociaż przyjechali bardzo mocno przetrzebieni przez różne kontuzje czy choroby z Covid-19 na czele, pokazali, że ich miejsce w tabeli nie jest przypadkiem. Wyglądali lepiej, dobrze organizowali grę i dominowali nad przeciwnikiem. Byli o przysłowiową klasę lepsi niż Korzenna i … przegrali. Jak śpiewał Zenek Martyniuk „Jak do tego doszło? Nie wiem!”. 

Na początku był chaos
W tym miejscu należy podkreślić, że obydwie drużyny zagrały ten mecz bez swoich trenerów. Mateusz Żmigrodzki (Kobylanka) leczy chorobę, a Robert Święs (Korzenna), z Sandecją bierze udział w barażach o CLJ. Brak osób decyzyjnych na ławkach też miał wpływ na pewien ogólny chaos panujący na boisku. Słabo wyglądało rozegranie, w zasadzie nie grano piłką, a jedyne akcje, jakie wytwarzali jedni bądź drudzy były bardziej dziełem przypadku niż zorganizowanej gry. Korzenna wbijała się w pole karne rywala i próbowała za wszelką cenę wykorzystać narastające zamieszanie. Najbliżej szczęścia już w 1 minucie był Kaczmarek. Najpierw z lewej strony wrzucił piłkę Albert Szczerba, lecz nieco za mocno, trafiła ona pod nogi Konrada Krasińskiego, który dokonał tego samego z drugiej strony. Tym razem dośrodkowanie okazało się celne, bo do główki wyskoczył Kamil Kaczmarek i posłał piłkę w kierunku bramki, tam skórę Kobylance uratował obrońca, który wybił ją z pustej bramki.  Kwadrans minut później stopera Kobylanki Tomasza Gutera na plecy bierze Albert Szczerba, obraca i strzela, jednak piłka o centymetry mija bramkę rywala. Szczerba miał jeszcze okazje z główki w 31 minucie, ale także przestrzelił.

Przyjezdni lepsi, ale nieskuteczni
Międzyczasie swoich szans szukała Kobylanka. Najaktywniejszy i najlepszy na boisku w tym meczu był Arkadiusz Serafin. Brał on udział niemal w każdej akcji ofensywnej swojej drużyny. To próbował strzelać z dystansu, to rozgrywał, to przerywał grę faulem, za co obejrzał nawet żółty kartonik. Jednak jego akcje nie były z natury tych stuprocentowych. Znacznie bliżej szczęścia był Marcin Szura czy nawet Tomasz Guter, który w 41 minucie zbyt lekko podał w polu karnym gospodarzy marnując świetną okazję swojego zespołu. Z minuty na minutę Korzenna gasła, a Kobylanka radziła sobie, co raz lepiej. Apogeum to końcówka pierwszej połowy gdzie wreszcie padł gol. W 42 minucie Sławomir Kijek obsłużył świetnym podaniem Tomasza Augustyna, a ten wychodząc sam na sam z bramkarzem umieścił piłkę w siatce. Do przerwy mogło być już, 0:3 ale kolejnych świetnych okazji nie wykorzystali piłkarze z Kobylanki jak np. Mateusz Zastępa, który z bliskiej odległości nie zdołał pokonać Arkadiusza Kulpy, po którego interwencji piłka ostemplowała tylko poprzeczkę.

Dwa rzuty wolne i dwie zaskakujące bramki
Patrząc na ostatni kwadrans pierwszej połowy konia z rzędem temu, kto mógł przewidzieć to, co wydarzy się tuż po zmianie stron. Ponownie do ataków ruszyła Korzenna. Pierwszy z przewrotki w stylu Zlatana Ibrahimovicia próbował Albert Szczerba i gdyby zmieścił piłkę w siatce, przydomek, „Korzeński Ibra” mógłby zostać z nim na dłużej. Ta jednak poszybowała tuż obok lewego słupka, przy biernej postawie bramkarza gości. Zresztą golkiper z Kobylanki Łukasz Karp wolałby pewnie wpuścić sto takich goli niż dwa, jakie miały paść za chwilę. A tutaj miejscowi litości nie mieli. Pierwszy z rzutu wolnego ustawionego 35 metrów od bramki, trafił Konrad Krasiński. Szczerze mówiąc już sam fakt, że zdecydował się na strzał z tak daleka był dość sensacyjny, a to, że piłka wpadła do siatki obok zaskoczonego bramkarza chyba jeszcze bardziej. No cóż gol piękny, ale i brakarz nie bez winy. Jeżeli wydawało się, że wszystko, co zaskakujące już w tym meczu się zdarzyło, wówczas zaledwie dwie minuty później, Krasińskiego pobił Mateusz Hojnor. Ten młody piłkarz ustawił piłkę przy linii bocznej, w niedalekiej odległości do linii środkowej. Tak na oko 40-45 metrów od bramki Kobylanki. Nawet nie udawał, że strzela, piłka ewidentnie szła w dośrodkowanie, ale ku zaskoczeniu wszystkich odbiła się tylko na 5 metrze i bezpośrednio wpadła do siatki, obok zaskoczonych zawodników obydwu drużyn. W dwie minuty Korzenna odwróciła wynik tego spotkania, a do końca pozostawało jeszcze 40.

Szybkie wyrównanie i rosnąca przewaga gości
Wspomniane 40 minut to szmat czasu. Wiadomo było, że goście nie oddadzą tanio skóry. Błyskawicznie zabrali się do odrabiania strat. Na posterunku jednak dwukrotnie był Arkadiusz Kulpa. Skapitulował on jednak dość szybko, bo już w 56 minucie, przy uderzeniu Arkadiusza Serafina nie miał najmniejszych szans. Pomocnik gości ustawił się na szesnastym metrze i gdy tylko przejął piłkę (wybitą po dośrodkowaniu z rzutu rożnego) uderzył ze spokojem tam gdzie chciał nie dając Kulpie szans na skuteczna interwencję. W 67 minucie Korzenna stworzyła sobie bardzo groźną okazję. Na długi przerzut zdecydował się Krasiński, znalazł na drugiej stronie pędzącego Kaczmarka, a ten lobował wychodzącego z bramki Łukasza Karpa i pomylił się zaledwie o kilka centymetrów. Gol, jaki zdobył Serafin na 2:2 mógł paść w tym spotkaniu jeszcze kilka razy. Korzenna zupełnie nie pilnowała tego zawodnika, a ten raz po raz wykorzystywał świetne ustawienie przy rzucie rożnym czekając na kolejne okazje i oddawał groźne strzały. Cała gra Kobylanki wyglądała coraz lepiej. Rozgrywali piłkę, skrupulatnie budowali akcje, dłużej utrzymując się przy piłce i często wywalczali rzuty rożne przy rozpaczliwie broniącej się Korzennej.

Zagrali na kontrę i wygrali
Miejscowi nie potrafili ani wymienić trzech, czterech podań między sobą, ani nie wychodziły im dryblingi i jedynie, na co mogli liczyć to szybkie kontry. W tym elemencie dobrze czuje się Konrad Krasiński. Co prawda jego przyjęcie i gra w defensywie pozostawiała sporo do życzenia. Jednak, kiedy już piłkę zdołał opanować i był przodem do bramki rywala, to doskonale wiedział, co chce z nią zrobić. W 80 minucie zapoczątkował bramkową akcje swojego zespołu. Przejął piłkę na środku boiska przebiegł z nią kilka, kilkanaście metrów, zgrał na lewo w tempo do Przemysława Szambelana, a ten z ostrego kąta trafił w brakarza. Szczęście tego dnia nie było przy golkiperze gości, bo do odbitej futbolówki doszedł Tomasz Kuzera i umieścił piłkę w pustej bramce, zdobywając zwycięskiego gola. Końcówka meczu to już typowa gra wyłącznie w defensywie Korzennej i bezradne ataki Kobylanki.

Nie byli lepsi, ale zasłużyli
Ciężko stwierdzić, że Korzenna na trzy punkty w tym meczu nie zasłużyła. Walczyli, strzelali i wygrali. Szczególnie dobre wrażenie robiła w tym meczu defensywa z Arkadiuszem Kulpą, Janem Kantorem, Tomaszem Kuzerą i Krzyśkiem Bajorkiem. Potrafili zabezpieczyć tyły, a stracone gole ich w zasadzie nie obciążają. Blado wyglądała za to gra w ofensywie, gdzie liczono tylko na fart i grano stylem Piotra Świerczewskiego, na chaos (i tym razem się udało). Wrażenia artystyczne w piłce nie są jednak oceniane. Trzeba jednak oddać Kobylance, że na boisku to ona dyktowała warunki. Mimo osłabień kadrowych (brak grającego trenera Mateusza Żmigrodzkiego czy Rafała Gadziny)  panowie Serafin, Guter, Augustyn czy Szura, przy odrobinie szczęścia powinni wywieść z Korzennej przynajmniej jeden punkt.

ULKS Korzenna – LKS Kobylanka 3:2 (0:1)

Bramki: K.Krasiński 49, M.Hojnor 51, T.Kuzera 80 – T.Augustyn 42, A.Serafin 67.

Żółte kartki: A.Szeliga, T.Kuzera – A.Serafin.  

ULKS: A.Kulpa – K.Bajorek, T.Kuzera, A.Szeliga, J.Kantor – M.Hojnor, K.Krasiński, A.Krzyżak (65 P.Szambelan), K.Kaczmarek (89 K.Baczyński), K.Kubiak (46 Jakub Kantor) – A.Szczerba (85 J.Turski).

Kobylanka: Ł.Karp – T.Guter, M.Szura, S.Kijek, D.Trzyna, M.Przybyłowicz, K.Bednarz, Ł.Kozioł, M.Zastępa, A.Serafin, T.Augustyn.

 Sędziował: W.Dybiec (KS Nowy Sącz). 

Z Korzennej, dla serwisu NaszSport.pl Damian Szczerba

fot. ulkskorzenna.pl

Dotknij, by skomentować

Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama

.

.

.

.

Archiwum

Musisz to przeczytać!

Więcej w Klasa okręgowa